Jest rok 1922. Coraz modniejszą rozrywką staje się kino. Zaczyna pojawiać się dźwięk oraz pierwsze próby stworzenia filmu kolorowego. Efektem jest Technicolor - wspaniała technika używana jeszcze przez wiele długich lat. Jest rok 2009. Coraz modniejszą rozrywką staje się kino 3D. Powstają kina Imax, animowane filmy w 3D oraz Avatar - pierwszy film fabularny w 3D. Czy waszym zdaniem rzeczywiście przyczyni się to do popularyzacji tej techniki tak jak to było z Technicolor? A teraz o filmie. Po pierwsze animacja: absolutny wzór. Avatarzy i Na'vi zachowują się tak naturalnie: i ruchy, i mimika, i dialogi. ,,Grają" lepiej niż niejedni polscy aktorzy, a przynajmniej takie się odnoci wrażenie. No i efekty specjalne. Wielu mówi: Nic takiego! Ale faktem jest, że mając 160 minut wspaniałych zdjęć pod koniec filmu nie dostrzega się już kolejnych genialnie zrobionych ujęć. Fabuła? Może malo oryginalna (przypomina Matrixa), ale spodobały mi się w niej kilka rzeczy. Przede wszystkim człowiek - pan i władca, który pragnie przyporządkować sobie ,,innych" jedynie siłą, bez porozumień. Od razu przypominają mi się Brytyjczycy kolonizujący Amerykę i walczący z Indianami. Poza tym Na'vi. Istoty proste, a jednak genialne. Żyjąc w zgodzie z naturą i z samym sobą odnajdują prawdziwe szczęście, które zakłócić może jedynie człowiek. I wreszcie najlepszy dowód na wartość scenariusza: 160 minut projekcji i zero sekund nudy. Akcja nie jest jakoś specjalnie wartka, ale wciąga i intryguje. Myślę, że filmy fantasy czy science-fiction albo się lubi, albo nie. Faktem jest, że Avatar jest filmem jakiego jeszcze nie było i zapewne nikt nie przejdzie obok niego obojętnie.
Bądź tym kim chcesz być! - Brad Bird w Stalowym Gigancie
Miałem okazję już go oglądnąć. Film jest genialny jeśli chodzi o efekty. Momentami miałem wrażenie że widzę prawdziwych Na'vi w prawdziwym świecie Pandory. Jednak kilka rzeczy mnie denerwowało. Na przykład to, że umieją angielski lepiej ode mnie ;P
FilmWeb napisał(a):O kontynuacji "Avatara" mówi się już od jakiegoś czasu. Nawet sam James Cameron w kilku wywiadach sugerował, że ma już kilka pomysłów na sequel (a nawet dwa). Teraz w wywiadzie dla Los Angeles Times raz jeszcze rzucił aluzyjną uwagę na ten temat. Otóż, jeśli wierzyć jego słowom, ewentualny "Avatar 2" nie będzie się rozgrywał na Pandorze. Istnieje pomysł, by przenieść akcję na inne księżyce Polyphemusa, a może i na cały układ Alpha Centauri A.
Tymczasem "Avatar" kontynuuje podbój świata pozostając na pierwszym miejscu w 107 krajach.
Już pewnie wszyscy wiedzą że Cameron pracuje nad kontynuacją
Wikipedia napisał(a):Obecnie film plasuje się na drugim miejscu na liście najbardziej dochodowych produkcji w historii kina, pierwsze miejsce nadal należy do Titanica którego reżyserem także jest James Cameron z wynikiem 1,84 mld dolarów[9].
Stan z dnia 18.01.2010: $1,620,491,649 dolarów amerykańskich
Można też wspomnieć że przegania Titanic'a, najbardziej kasowy film w dziejach ;P
jupix napisał(a):Fabuła? Może malo oryginalna (przypomina Matrixa)
Cos tak czuję, że za 10 lat powstanie "Avatar 31 - co by było, gdyby Jake poślizgnął się w scenie 15, ujęciu 45, 678 nanosekundzie". Niektóre filmy są po prostu tak fajne, że nie powinny mieć kontynuacji (tak, jak na przykład komiks "Afera fasolowa").
Jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć Ą! Poszukuję skanów dwóch pierwszych komiksu "Mrowie mrówek" (GP 40) oraz dwóch ostatnich z komiksów "Trudno być dobrym" (KG 6/98) i "Geniusz biznesu" (GP 60)
Gęgul napisał(a):Cos tak czuję, że za 10 lat powstanie "Avatar 31 - co by było, gdyby Jake poślizgnął się w scenie 15, ujęciu 45, 678 nanosekundzie". Niektóre filmy są po prostu tak fajne, że nie powinny mieć kontynuacji (tak, jak na przykład komiks "Afera fasolowa").
Przesadzasz. Na pewno większość fanów nie może się już doczekać. (na marginesie, ja również )
Każde motto jest dobre w zależności od sytuacji. Bo kto umarł, ten nie żyje...
ShFil napisał(a):Film super ale spójrzcie na to:W Avatarze i Pocahontas bohater wyrusza po pieniądze do nowego świata.Spotyka miłość.Porzuca towarzyszy.
Chłopie, o tym już mówiliśmy na górze.
Każde motto jest dobre w zależności od sytuacji. Bo kto umarł, ten nie żyje...
Bardzo dobry film. Może fabuła jest trochę banalna, ale nie zwraca się na to uwagi, bo sama Pandora zachwyca. Myślę, że im więcej takich filmów - napakowanych oryginalnymi pomysłami - tym lepiej
Jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć Ą! Poszukuję skanów dwóch pierwszych komiksu "Mrowie mrówek" (GP 40) oraz dwóch ostatnich z komiksów "Trudno być dobrym" (KG 6/98) i "Geniusz biznesu" (GP 60)
Mnie co prawda okulary 3D nie kręcą, ale faktyczni e – efekty wizualne przepiękne, całość nieco przydługa ale spoko, bardzo mi się podobał cały motyw tego przenoszenia do innych ciał... Nie jest to może coś co bym ogłosił najlepszym filmem wszechczasów (jak to jedni teraz robią) bo to dla mnie bardziej takie 8,5 na 10 jeśli o ocenę chodzi ale i tak seans bardzo satysfakcjonujący. Moja ocena mogła by być nieco wyższa, ale niestety razi mnie to, że film (jak ktoś już rzucił) no przepraszam, ale aż zbyt rażąco przypomina Pocahontas! Początkowo jak słyszałem, że ten film to jedno wielkie „Pocachantas w kosmosie” to myślałem, że po prostu jakieś wątki są luźno zaczerpnięte, a tu podobieństwo wręcz wypala oczy... Porównajmy! SPOILERY DLA OBU FILMÓW
Spoiler:
- Jest tajemniczy, „nowy” świat, do którego grupa ludzi (w Pocahontas Anglicy, tu po prostu Ziemianie) przybywa chcąc zdobyć jakiś surowiec (złoto/jaktosiętam w Avatarze nazywało) który jak przypuszczają znajduje się na ziemi tubylców... (W Pocahontas Indina, tutaj Na’vi... którzy są rażąco podobni do Indian we wszystkim, z religią, sposobami łowieckimi i ubiorem na czele... Nawet rysy jak stereotypowi Indianie mają) - No i mamy charyzmatycznego bohatera, z mniej rozgarniętym kompanem; - Jest podły, skorumpowany dowódca, który chce zdobyć owy surowiec za wszelką cenę, ma gdzieś tubylców, śle im wiązanki od dzikusów... - ...a tubylcy określają przybyszy jako demony... - ...i wycina drzewa, co rani uczucia miejscowych... - Nasz bohater badając terytorium, które jest mu obojętne wpada na naszą główną postać kobiecą Neytiri, która w niewyjaśniony sposób jako jedyna zna język tubylca (w Pocahantas to sprawka magii Babci wierzby, w Avatarze... Wyjaśnili to w ogóle?!), swoją drogą w obu przypadkach najpierw łazi za nim kilka godzin obserwując i ostatecznie na siebie wpadają. Uczy bohatera o naturze, że wszystko ma duszę, zabijanie zwierząt jest złe... - ...Swoją drogą scena jak Pocahantas siedzi naprzeciw Jhona Smitha i uczy go różnych słów ze swojego języka jest bardo podobna do tej w Avatarze... - Tak czy siak nasz bohater im dłużej się czy o tubylcach, zdaje sobie sprawę, że to jego ludzie są w błędzie... - Próbuje im to wytłumaczyć, ale przez jednego złego niesłuchaną... - Swoją drogą ojciec Pocahontas i Neyitri są bardzo podobni... W sumie z charakteru idealna postać, że o podobieństwach w wyglądzie i głosie nie wspomnę... - Też mamy zadufanego, „najlepszego wojownika w plemieniu”, który się kocha w naszej głównej bohaterce (której z kolei nie pociąga), a co za tym idzie żywi zazdrość do głównego bohatera... Nawet taki sam fryz mają! - Też mamy szamana (w Avatarze to „Ona”)... Nawet scena jak jedną postać próbuje uleczyć jest podobna; - Ostro zbliżone podobieństwo wizualne – Ta cała otoczka duchowej natury, która towarzyszy bohaterce, wskazuje drogę, pomaga podjąć wybory ect. - Na’vi mają święte Drzewo Dusz... Indianie mają Babcię Wierzbę. W obu przypadkach drzewo odgrywa rolę duchowego przewodnika dla postaci. - A, tak! Mamy „Romeo i Juliowy” romans... - I teraz największe podobieństwo : Scena gdy bohater i bohaterka się całują pod owym świętym drzewem, po chwili dowiaduje się o tym nasz zadufany wojownik i jego pierwsza reakcja to szał w którym próbuje zabić na protagonistę (później sam ginie), którego bohaterka próbuje ratować... [Ten fragment, aż dawał po oczach podobieństwem] - Bohater zostaje złapany przez tubylców i ma zostać skazany na śmierć, ale do egzekucji nie dochodzi bo... - Główny zły postanowił akurat zniszczyć tubylców raz na dobre, w czasie ataku część postaci (w przypadku Pocahontas wszyscy poza nim) w jego armii dostrzega, że to co robi jest złe i się buntuje; - Nasza główna ostatecznie wybacza bohaterowi i romans trwa! - Nawet wynik jest zbliżony : Bohater i bohaterka żyją dalej, „najlepszy wojownik w plemieniu” ginie, główny zły dostaje za swoje;
To tylko to co się rzuca na pierwsze oko po pierwszym seansie Avatara. Dajcie czasu a pewnie bym podwoił tą listę... Tak czy siak jak widać oskarżenia o plagiat nie były bezpodstawne.